Człowiek patrzy na kartę produktu i od razu wie, że 249 zł to cena, a 4,8 to średnia ocen. Wyszukiwarka widzi ciąg znaków i musi zgadywać. Dane strukturalne zdejmują z niej to zgadywanie. Obok treści w kodzie strony leży jej opis w umówionym języku: to jest produkt, tak się nazywa, tyle kosztuje, jest dostępny, ma tyle opinii.
Co z tego ma firma
Najbardziej widoczny efekt to wyniki rozszerzone w Google: gwiazdki opinii i cena przy produkcie, dostępność w magazynie, daty wydarzeń, a na komputerach okruszki w miejscu adresu. Taki wynik zajmuje więcej miejsca i mówi więcej, zanim ktoś wejdzie na stronę.
Drugi efekt jest mniej widoczny. Wyszukiwarka lepiej rozumie, kto stoi za stroną, gdzie jest firma i czym się zajmuje. Same w sobie dane strukturalne nie podnoszą pozycji, więc nie zastąpią reszty SEO.
Google z czasem ogranicza albo wycofuje część typów wyników rozszerzonych. Pytania i odpowiedzi (FAQ), które kilka lat temu dodawano masowo, przy zwykłych stronach firmowych już się w wynikach nie pokazują.
Jak to wygląda w praktyce
Najczęściej to blok kodu w formacie JSON-LD, niewidoczny dla odwiedzających. W sklepie internetowym system generuje go z danych produktu, w WordPressie zwykle robi to wtyczka SEO. Ten słownik też z nich korzysta: każde hasło jest opisane jako DefinedTerm, czyli termin z definicją, a cały słownik jako zbiór DefinedTermSet.
Jedna zasada jest twarda. Dane muszą opisywać to, co człowiek widzi na stronie. Gwiazdki z opinii, których na stronie nie ma, albo cena inna niż w koszyku łamią wytyczne Google. Mogą skończyć się ręczną karą, po której strona traci wyniki rozszerzone.